Zeus zabrania!!!grzmot.ogg

Muahahahahaha xDD

Muahahahahaha xDD

sobota, 11 stycznia 2014

Rozdział 4

A więc daje 4 rozdział i prooooooooooooosze o komentarze zrobię tortury     3 komentarze = rozdział
----------------------------------------------------------------------

Kornelia



Gdy w końcu udało mi się uspokoić Mrocznego zaczęłam się zastanawiać jak wrócić do obozu... Pegaz był raczej... Niezdolny do latania, a Nico nie przeniesie nas wszystkich razem. No i jeszcze Ann... Jak ją znaleźć?
W końcu ustaliłam z nim, że „odstawi” mojego przyjaciela do obozu i wróci do mnie żeby poszukać Annabeth. Gdy tak się stało i staliśmy razem w lesie poczułam coś, czego dawno już nie odczuwałam, mianowicie, że go potrzebuję. Nie wiedziałam czy chodzi o potrzebę przebywania razem z nim czy o to, że w tej chwili bez niego byłabym pewnie nadal przy źródełku albo gdzieś w lesie bez nadziei na cokolwiek. Nie był to jednak czas na zastanawianie się nad tym. Muszę znaleźć córkę Ateny i to szybko, bo jak Percy się dowie a już niedługo będzie wiedział, że nie było przy mnie Ann, gdy znalazłam Mrocznego, wtedy skieruje na mnie swój gniew i najlepsze, co będę mogła wtedy zrobić to żyć w lesie i nie zbliżać się do obozu bardziej niż na 5 kilometrów. Nie jest to kusząca propozycja, więc muszę zrobić, co w mojej mocy. Nagle z moich rozmyślań wyrwał mnie syn Hadesa
- Więc odkąd zaczynamy poszukiwania? – Zapytał rzeczowym tonem.
- Najpierw sprawdziłabym trasę wzdłuż strumienia, tam musimy znaleźć choćby jakąś poszlakę... Cokolwiek, co powie... Nam... Gdzie jest teraz Annabeth i, co najważniejsze, czy jest w niebezpieczeństwie.
- Dobrze.- Spojrzał na mnie, niepewnie podszedł i objął delikatnie. Chcąc dodać mu otuch i pewności, niewiele myśląc przytuliłam go mocno.- Zamknij oczy- wyszeptał jak zawsze i po raz kolejny dzisiejszego dnia odbyłam tą przerażającą podróż.
Gdy otworzyłam oczy przestałam go mocno ściskać, ale nie pościłam go. Rozkoszowałam się tym poczuciem bezpieczeństwa, jakie czułam chyba tylko w jego ramionach. Gdy w końcu go puściłam i spojrzałam mu w oczy były już mniej smutne, przynajmniej tak mi się wydawało. Usłyszałam szelest dochodzący zza Nica, więc szybko ściągnęłam z pleców łuk i nałożyłam strzałę na cięciwę celując i w chwili, w której miałam wystrzelić coś mnie tknęło i skierowałam pocisk trochę w prawo. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, przede mną stał Percy z Annabeth opierającą się na nim. Obydwoje mieli podarte i ubrudzone ubrania, liście we włosach i otarcia na rękach, nogach i twarzach. O włos trafiłabym mojego brata... Owszem, może nie za bardzo za nim przepadam, ale nie tak żeby go zaraz zabijać.
- Sorry siostra, ale jeśli chcesz mnie zabić to ustaw się w kolejce za wszystkimi potworami, tytanami, gigantami no i paroma bogami, ok.?
- Ja... Ja nie chciałam... - Powiedziałam zszokowana.
- Nie tłumacz się tylko pomóż. A tak w ogóle to cześć Nico, jak leci? Długo ciebie tu nie widzieliśmy. – I uśmiechnął się jakby było to spotkanie starych kumpli, którzy spotkali się w sklepie przy regale z chipsami, a nie po bitwie z kolejnym potworem w środku lasu.
- Jakoś leci. – Przez jego twarz przebiegł grymas na kształt grymasu. Podszedł do Perc’ego i pomógł doprowadzić Ann do kamienia, który stał przy strumieniu. Syn Posejdona, gdy tylko zbliżył się do wody zaczął nabierać sił jednak jego dziewczyna wyglądała jakby zaraz miała stracić przytomność. Ja w tym czasie stałam osłupiała niezdolna do zrobienia choćby kroku. Chciałam się zapytać, co się stało? Jak Percy się tu znalazł? Jakim cudem zgubiłam córkę Ateny? Nie mogłam jednak wydusić z siebie słowa. Gdy usłyszałam jedno z pytań, na które sama chciałam znać odpowiedź w końcu zdobyłam się na ruch i podeszłam do reszty.
- Co się stało?- Zapytał Nico ze spokojem, na jaki mnie zdecydowanie nie byłoby stać.
- Dwie Empeduzy, normalka. – Powiedział mój brat lekceważącym tonem. – Ale wiesz, trochę już wyszedłem z wprawy. – I ten jego kretyński uśmiech! Ojcze! Dlaczego to on musi być moim bratem?!
- Jak to się stało, że się rozdzieliłyśmy? – Zapytałam Ann, ona już otworzyła usta żeby powiedzieć, ale zaraz potem zacisnęła je z powrotem i złapała się za nogę, która była straszliwie zakrwawiona. Percy zaraz ją objął i posłał mi pełne pogardy i nienawiści spojrzenie. Zaczął spokojnie mówić do swojej kochanej, ale to nie powstrzymało łez, które usilnie starała się zatrzymać pod powiekami.
- Nico, mógłbyś zabrać ją przecież do obozu cieniem. – Percy nie odwrócił nawet wzroku od Ann.
- To zbyt niebezpieczne w jej stanie... Jakby to wyjaśnić, za dużo krwi, po drodze mogłaby umrzeć. Za pierwszym razem podróż osłabia każdego, a ona jest za słaba i sznse, że przeżyje są… nikłe.
Musi być przecież jakieś wyjście… Ojejuuuuuu!!! Tato, może mógłbyś jakoś pomóc? No weź no… nigdy cię o nic nie proszę, nigdy… ten jeden raz, pomóż… BŁAGAM!! ONA NIE MOŻE UMRZEĆ! ROZUMIESZ?! NIE MOŻE! NIE MOŻE… nie może… no tak! Dzięki tato, no pewnie
- Mogę ją uleczyć. Musicie ją tylko włożyć do wody. – Powiedziałam głośno.
- Co może mi jeszcze powiesz, że umiesz latać, a Pegazy nie jedzą pączków?! Dzieci Posejdona nie potrafią uzdrawiać innych za pomocą wody! Możemy pomóc tylko sobie!!... To twoja wina! Naraziłaś ją na to wszystko! Gdybym za wami nie poszedł Annabeth byłaby już martwa! Jak mog...
- Percy... Nie... To... Nie... Jej... Wina... – Powiedziała córka Ateny przez zaciśnięte zęby.
- Percy, słuchaj, Nela naprawdę potrafi uzdrawiać, sam widziałem. – Nico stanął po mojej stronie.
- No dobra... Nich wam będzie. – Wziął dziewczynę na ręce i powoli wszedł do wody zanurzając ją całą. Podbiegłam szybko do nich i przyłożyłam rękę do największej rany na nodze, zamknęłam oczy i skupiłam się na przekazywaniu energii. Gdy odsunęłam dłoń po przecięciu nie było śladu. Tak samo postąpiłam z resztą rozcięć, zadrapań i otarć, a z każdym kolejnym zabiegiem twarz dziewczyny przybierała kolorów. Skończyłam po jakiś dwóch minutach. Annabeth objęła szyję chłopaka i pocałowała go. Mój braciszek od razu odżył no i… zanurkował. Stwierdziłam, że dam im się soba nacieszyć i wyszłam z wody, oczywiście sucha, i usiadłam na kamieniu, na którym poprzednio siedziała ranna heroska. Mój mózg zaczął przerabiać informacje i wydarzenia ostatnich minut. Wszystko dobrze się skończyło, Mroczny jest w obozie, córka Ateny jest cała, a Percy może puści w zapomnienie tą wyprawę, bo w końcu dzienki mnie jego ukochana teraz nie cierpi… Mimo wszystko czyłam jakąś pustkę, coś mi umykało, coś niepasowało, nie czułam się szczęśliwa, choć z pozoru wszystko dobrze się skończyło. No tak, Nico… obruciłam się. On stał w cieniu drzewa i przyglądał mi się. W głębi duszy czułam, że nie chcę żeby odchodził, ale z drugiej strony nie mogłam… może nie chciałam mu wybaczyć, że mi nie ufa, ufał… sama nie wiem, to wszystko jest trochę za bardzo skomplikowane. Potrzebuję czasu żeby to przemyśleć. Na dzisiaj mam już dosyć stresu i smutków, pozwoliłam sobie na życie chwilą i nie myślenie o tym, co mnie czeka i jakie będą konsekwencje tego, jakich wyborów dokonam.
- No, co tak stoisz? Choć i siadaj. – Posłałam mu uśmiech zarezerwowany tylko dla niego… do nikogo się tak nigdy wcześniej i nigdy później nie uśmiechałam.
- A może się przejdziemy?
- To zależy gdzie. – Ale i tak wstałam i podeszłam do niego.
- Może w stronę obozu?
- No dobra – podniosłam z ziemi łuk i strzałę, zostawiliśmy zakochanym wiadomość, że idziemy do obozu i ruszyliśmy wzdłuż strumienia. Z początku rozmowa nie bardzo się kleiła, ale w końcu zaczęliśmy sobie nawzajem opowiadać śmieszne historie, a gdy już śmialiśmy się tak, że nas brzuchy bolały zaczęła się wojna, kto kogo wepchnie do wody. Ja próbowałam złapać go ręką, którą uformowałam z rzeczki, a on przemykał się cieniem i próbował mnie wepchnąć do strumyka. Gdy doszliśmy do obozu przypomniałam sobie o tym, dlaczego rano poszłam do lasu i nękana wyrzutami i ochrzaniając sama siebie pobiegłam, bo Wielkiego Domu (Nico zrezygnował z przemieszczania się cieniem i biegł ze mną). Wpadłam na ganek i dysząc zapytałam Chejrona, który stamtąd obserwował dolinę
- Gdzie… Mroczny?... Jak się czuje?
- Jest w stajni. Dzieci Apolla się nim zajęły i dały mu jakieś zioła nasenne, więc pewnie śpi i obudzi się pod wieczór.
- Aha. Dziękuję. – Obróciłam się żeby odejść, ale usłyszałam jeszcze
- Radziłbym coś zjeść.
- Hmm? A… fakt, chyba nic dzisiaj nie jadłam. Miłego dnia Chejronie.
Skierowałam się w domków, bo w szafce nocnej mam zapasy pączków dla Mrocznego no i przy okazji paru innych rzeczy, na które może mnie najść ochota. Gdy znalazłam się w cieniu drzew Nico mnie załpał zasłonił mi oczy ręką i gdy mnie puścił dułam w moim domu.
- Co to było?!
- Nic dzisiaj nie jadłaś – powiedział spokojnie i dobitnie syn Hadesa – wiesz, która jest godzina? Piętnasta, a ty jesteś osłabiona, nie mogłem pozwolić żebyś się przemęczała.
- A nie wpadłeś na pomysł żeby mnie zapytać?! – Wydarłam się na niego.
- Odmówiłabyś.
- A może mam powody, aby nie chcieć… robić tego?! Nie chcieć podróżować cieniem?! Jeśli chcesz zbawiać świat to dzieci w Afryce czekają z niecierpliwością! Ja nie potrzebuję jakiejś piekielnej eskorty!
- Przepraszam. Nie powinienem.
- Owszem. Nie powinieneś, a teraz się wynoś.
- Daj mi to wyjaśnić. – Jego oczy znów stały się smutne, pełne bólu. Teraz zrozumiałam skąd ten ból, to ja jestem jego powodem, sprawiam, że przezemnie cierpi. Wbrew pozorom nie stałam się milsza, wręcz przeciwnie, stałam się jeszcze bardziej wkurzona tyle, że tym razem nie na niego tylko na siebie. Ranię ludzi, którzy mnie kochają, którzy mi pomagają. Najpierw mówiłam Mrocznemu, że spotka swoją przyjaciółkę i to już niedługo, choć to, że zginie, albo już nie żyje zabita przez potwora jest bardzo prawdopodobne. Potem nie zauważyłam, że kiedy zgubiłam Annabeth, a potem nie zawróciłam żeby jej pomóc. A teraz Nico. Gdy go potrzebowałam zjawił się i pomógł mi nie żądając nic w zamian, a teraz, gdy z troski o mnie zrobił coś wbrew mojej woli wydzieram się na niego. Jestem potworem.
- Wyjdź. Zapomnij o mnie.
- Nie, nigdy o tobie nie zapomnę. Mogę odejść. Możesz na mnie krzyczeć, możesz mnie bić i torturować, ale nigdy o tobie nie zapomnę, nie przestanę cię kochać, ani nigdy nie przestanę cię chronić.
I zniknął. Straciłam ochotę na jedzenie. Zaczęłam krzyczeć w rozpaczy i bezsilności. Dlaczego on jest dla mnie taki dobry? Jestem dla niego wredna, wykorzystuję go, a on mówi mi coś takiego…
Byłam sama w domku Posejdona i nie usiałam się martwić, że ktoś przyjdzie, bo Percy razem z Annabeth mieszkali w Wielkim Domu. Ściągnęłam obozową bluzkę, martensy i spodnie i w samej bieliźnie rzuciłam się na łóżko i zagrzebałam się w pościeli łkając głośno. Po pewnym czasie zasnęłam.
Gdy się obudziłam właśnie robiło się ciemno, co oznaczało, że niedługo dzieci Apolla zbiorą się na plaży żeby pożegnać słońce. Oznaczało to dla mnie tyle, że za jakieś pół godziny będzie kolacja. Obmyłam twarz w źródełku i ubrałam się. Postanowiłam, że przed kolacja zajrzę jeszcze do stajni. Po drodze mijałam innych herosów i heroski, ale nie chciałam z nikim rozmawiać, chciałam powiedzieć Mrocznemu, że go przepraszam. Kiedy dotarłam na miejsce pegaz właśnie kłócił się z moim bratem.


Mroczny

Obudziłem się w stajni. No tak dzieci Apolla się mną zajęły, nagle wszedł Percy.
- Siema Mroczny. Jak się czujesz?
- Nijak- burknąłem
-Co ci?
- Hym... traktujesz swoją siostrę jak sam nie wiem co, boli mnie głowa od tych ziół i no nie wiem zginęła moja przyjaciółka... Jak ja się mam niby czuć?! - byłem na niego zły i to bardzo
- To moja sprawa jak ją traktuje! - powiedział podniesionym głosem.
- PRZESTAŃ! - krzyknąłem wkurzony, a syn Posejdona staną jak wryty. Co prawda nie miałem siły wstać ale nie przeszkodziło mi to w rzuceniu mu morderczego spojrzenia. - Percy... Posłuchaj mnie przez chwile... proszę... - skiną głową i usiadł na sianie – Kornelia jest twoją siostrą... nie możesz jej traktować, jak czegoś czego nie powinno być... spróbuj być dla niej milszy... pomyśl jak ona musi się czuć... postaw się na jej miejscu... to aż boli jak się patrzy... nie rób tego dla mnie czy dla niej, zrób to dla siebie... proszę cię
- ja... - spuścił głowę nagle wielce zainteresowany swoimi butami- spróbuje, ale ja jestem dla niej taki bo chciałbym ja chronić, żeby nie musiała żyć tak jak ja żyłem, ale nie wiem jak...
- Wzruszyła mnie twoja historia, a tak poważnie to.. Perseuszu Jacksonie synu Posejdona, co z tego, że nie wiesz! To ciebie nie usprawiedliwia! A teraz idź i wszystko przemyśl! - Glonomóżdżek wyszedł, a z drugiej strony weszła Kornelia
- Mroczny... jak się czujesz?
- Głowa mnie boli ale jest o wiele lepiej – uśmiechnęła się lekko.
- Czemu zacząłeś mnie bronić?
- Bo on musi coś w końcu zrozumieć...
- Przepraszam – powiedziała smutno.
- Za co? Przecież nic nie zrobiłaś – o co jej chodzi?
- Zrobiłam... Zraniłam cię mówiąc, że zobaczysz Erzę, a ona tymczasem zginęła
- Nie mogłaś wiedzieć, że nie żyje. Nie przejmuj się tym co było.
- Ale.. co ja mam zrobić?
- Jeśli chodzi o Nico to..
- Skąd wiesz!
- Wszystko da się wyczytać z oczu i z zachowania w każdym razie ja umiem... podczas wojny warto wiedzieć kto jest wrogiem, a kto przyjacielem...
- Ty to wyczytałeś ze mnie?
- Tak. Mów, może pomogę.
- Bo Nico jest dla mnie taki miły, a ja go traktuje okropnie, jak on chce pomóc to na niego krzyczę
- Nie jestem Afrodytą, jak chyba widać... ale sądzę, że powinnaś dać mu jeszcze szanse.
- Powiedz mi coś on nim.
- Wiec kiedy był mały to zginęła jego siostra, a on uciekł z obozu i włóczył się po świecie więcej nie wiem, byłem wtedy w niewoli.
- Dziękuje... Czekaj jak to w niewoli!!!!!??
- Długa historia, staram się o tym zapomnieć. Kiedyś ci powiem.
- Niewoli chyba się nie da zapomnieć.
- Wszystko można zapomnieć, wystarczy odpowiednio mocno walnąć się w głowę ale ogółem nie powinno się żyć przeszłością.
- Masz racje.
- Spróbuj mu wybaczyć … kiedy cię ściągnęliśmy do obozu chyba po raz pierwszy szczerze się uśmiechną... Chłopak miał... i ma ciężkie życie.
- Spróbuje.
- Kochasz go? - zapytałem choć doskonale znam odpowiedź.
- Ja już sama nie wiem – spojrzałem na nią wzrokiem pt. „Ja wiem, że ty wiesz, że ja wiem, że ty wiesz, że go KOCHASZ!”
- Więc?
- Dobra... kocham go. - powiedział trochę głośniej niż chciała.
- Dziękuje że się w końcu przyznałaś.
- O to ci chodziło?
- Tak, a co?
- Czyli mnie podpuściłeś?!
- Tak, a co?
- I wiedziałeś że się przyznam?!
- Tak, a co?
- I, czysto teoretycznie, każdy będący w pobliżu mógł to słyszeć?
- Tak, a co?- spojrzała na mnie przechylając głowę i mrużąc oczy
- Nie nic... – w tym momencie wstałem.- Mroczny musisz odpoczywać.
- Nie mogę!
- Czemu?
- Bo jestem głodny i chce pączka!
- A co z Percym?
- Wiesz dla niektórych... trzeba się uzbroić w cierpliwość, wyrozumiałość... ewentualnie dobrą patelnie! - strzeliła face palma.

środa, 8 stycznia 2014

Rozdział 3

Hejo! Jest nowy rozdział i drobna zmiana w akcji? Erza została przemieniona w córkę Apolla. I to tyle... Bardzo proszę o komentarze :)
___________________________________________________________________


Mroczny

Niby fajnie jest sobie strzelić drzemkę w środku dnia w cieniu wierzby, no przynajmniej większości istot żyjących. Mi też ale nie tym razem. Herosi mają podczas snu bardzo często wizje, a mi ... mi się śniły wspomnienia najpierw te miłe i radosne, potem pośrednie trwały one krótko ale na końcu śniły mi się wspomnienia bolesne i smutne, wręcz dobijające. Czułem jakby przez sen, ktoś wbijał mi miliony sztyletów w serce, potem je wyciągał i znowu  zpowrotem wbijał, a najgorsze było to, że mimo chęci nie mogłem się obudzić. To bolało mnie najbardziej, przeżywałem 9 lat mojego życia od nowa i nie po kolei... To było straszne, czułem się jakby ktoś odbierał mi moje ukochane pączki, a nikt nie ma do tego prawa. Kiedy wreszcie się obudziłem był czas ogniska, poleciałem więc tam nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. Wylądowałem przy ognisku i z mętną miną, poczłapałem do Rachel, chciałem ją spytać o ten mój głupi sen.
- Hej... Rachel - zagadnąłem
- Witaj, Mroczny! - musiała zobaczyć moja minę – Co się stało?
- No... Ja.. Ja mam mały problem możesz mi pomóc?
- Oczywiście – wyrocznia wstała i poszła ze mną na skraj lasu – a zatem o co chodzi przyjacielu?
- Bo ja miałem dzisiaj sen... który składał się z wszystkich moich wspomnień i najpierw było fajnie takie miłe wspomnienia, a potem te trochę gorsze, a na końcu.... - bałem się dokończyć to zdanie więc RED dokończyła je za mnie
- te które sprawiają, że cierpisz – przytaknąłem
- czy to coś może znaczyć?
- raczej tak, możliwe że twoje sny to wizje przyszłości, może ona być albo szczęliwa powodująca uśmiech i ból brzucha od śmiechu… albo bardzo smutna w której będziemy płakać -stwierdziła- ale pamiętaj, że przyjaciele zawsze będą z tobą. Porozmawiaj o tym z Percy'm, Ann, Kornelią, albo Nico, któreś z nich może ci pomóc, a puki co się nie martw i się uśmiechnij. Jak coś jeszcze będzie się działo to wiesz gdzie mnie szukać. A i to dla ciebie na poprawę humoru. - obdarzyła mnie promiennym uśmiechem i dała pączka. Zjadłem go bardzo łapczywie. Taki pyszny. Z musem czekoladowym. MNIAM!!!!!!!! Tak pączki zawsze poprawiają mi humor. Ciesze się, że mam w obozie takich przyjaciół, na których mogę polegać. Spojrzałem w stronę
ogniska, Nela, Ann, Percy, Rachel, Nico, Clarisse wszyscy moi przyjaciele tam siedzą... O zaczęli piec pianki! Podszedłem do córy Posejdona, rozmawiającej z Annabeth:
- Kornelia... - mówiąc to trąciłem ją nosem – Jak tam życie mija?
- Hej Mroczny, na razie dobrze, a co u ciebie? - rzekła uśmiechając się
- Nie wiem, chyba nic....
- Czemu? Coś się stało?
- Nieważne
- Ważne przecież ty prawie płaczesz! - poważnie aż tak po mnie widać?- Powiedz mi o co chodzi może ci ulży...
- Dobra ale nikomu nie mów proszę...
- Obiecuje – przysięgłą córka Pana Mórz i Oceanów
- Wsiadaj... - powiedziałem – Coś ci pokaże! - morskooka wsiadła na mnie i już po chwili szybowaliśmy po niebie w stronę mojego źródełka. Las, wieczorem topiący się w czerwono-pomarańczowych promieniach
wjeżdżającego za horyzont samochodu Apollina, wyglądał tak pięknie... Kiedy wylądowaliśmy przy źródle, słońce nabrało koloru włosów Erzy (wiśniowo-czerwony). W wodzie odbijały się te ciepłe promienie, którym udało się przebić między gąszczem drzew, nadając temu miejscu, taki magiczny, ciepły i spokojny nastrój. Nela zsiadła ze mnie...
- Mroczny? Gdzie my jesteśmy? - zapytała oczarowana
- Witaj w świecie Mrocznego!
- Tu.. Tu jest pięknie, jak odkryłeś to miejsce
- To nie ja je znalazłem – odpowiedziałem patrząc na swoje odbicie w źródełku
- A więc kto?
- .... E-Erza
- Kto to? Znam ją?
Nie jej już nie ma w obozie rok przed tym jak przyszedł do nas Percy – i zanim porwał mnie Luck- to było około 9 lat temu...
- Hym... Erza... Ann mi coś o niej wspomniała. Chyba... Była córką Apolla i z tego co mi jeszcze mówili o niej obozowicze, budziła grozę samym spojrzeniem, czy to wszytko prawda?
-Tak, jakby  spojrzeniem można było zabić, to wielu by z jej "oka" zginęło, a do tego była moją najlepszą przyjaciółką. - nagle w koło mojego odbicia pojawiła się ośmioletnia Erza, po czym zniknęła, to tylko moja wyobraźnia… tak bardzo za ną tęsknię…
- Kiedy ona "zniknęła" z obozu?
- Jak miała 8 lat zabrał ją stąd jej ojciec... Wziął ją do Europy... - znowu nie mogłem zapanować nad łzami, które spadły do źródełka mącąc jego gładką powierzchnie
- Tęsknisz za nią. - skinąłem tylko głową i zapatrzyłem się w swoje odbicie – To... Czemu jej nie odwiedziłeś w Europie?
- Chciałbym ale nie mogę... To są dzikie tereny... nigdy nie wiadomo co się tam może stać....
- I co z tego!!! Ona pewnie też za tobą tęskni!!! Jest twoją przyjaciółką!!! I jeśli boisz się lecieć sam to ja tam polecę z tobą!!!
- Masz racje.... Naprawdę chcesz lecieć ze mną?
- Pewnie, że chce... Wiesz co Mroczny? - zapytała siadając obok mnie na trawie
- hym???
- Myślałam, że zaczniesz krzyczeć, że się nie boisz, a ty powiedziałeś, że mam racje... Dlaczego? - milczałem przez dłuższą chwile składając moje myśli w jakieś sensowne zdanie... – Dlaczego?- powturzyła, ale tym razem było to myślenia ma głos a nie pytanie do mnie.
- Bo... Nie ma pegaza, herosa, śmiertelnika, który by się czegoś nie bał... nawet bogowie się czegoś boją ale oni się do tego otwarcie nie przyznają, żeby nie było....-urwałem na chwile-..... Ja nie boje się tam polecieć... Nie boje się tego co tam mogę spotkać...
- Więc... czego się boisz? – Zapytała łagodnie.
- ...Tego, że ona mnie nie pamięta... że mnie już nie lubi... że nie tęskni… że nie chce już tu nigdy wracać… że ma dosyć życia po „herosowemu“… taa… właśnie tego się boję i to dla tego, tam nie poleciałem... bo nie starczyło mi odwagi. - milczała ale ja wiem, że ona rozumie, że wie jak to jest.
- Nie martw się, na pewno cię pamięta. – Uśmiechnęła się jednak w jej oczach nie było uśmiechu. – Ciebie nie da się zapomnieć.
Posiedzieliśmy jeszcze chwile i podwiozłem ją pod jej domek, a sam poszedłem do stajni i usnąłem myśląc, kiedy odwiedzę Erzę....
Obudziłem się rano w świetnym humorze, wyleciałem ze stajni i poszybowałem prosto do wielkiego domu. Tam zobaczyłem Chejrona ze zmartwioną miną.
- Witaj Mroczny, właśnie miałem iść cie szukać...
- To nie ja!!!
- Co to nie ty?
- Cokolwiek się stało to nie moja wina...
- Owszem nie twoja... Przyszedł do ciebie list... konkretnie od ojca Erzy. - centaur podał mi list, jakoś otwożyłem koperte i zacząłem czytać na głos, kiedy czytałem ten przeklty list zacząłem płakać. To co tam było napisane, sprawiło, że serce, które przez 9 lat naprawiali moi przyjaciele znowu pęłkło na milion kawałków
- Nie... to nie może, być prawda... - szepnąłem - Chejronie powiedz Korneli, że to, co wczoraj wieczorem ustawiliśmy jest już nieważne.... - powiedziawszy to i wyleciałem z wielkiego domu, tym razem poleciałem nie nad źrudełko, nie do stajni, lecz w sam środek lasu. I w nadziei, że nikt nie wie, gdzie jestem zacząłem płakać jak małe dziecko. Przeczytałem list jeszcze raz i go zniszczyłem, te słowa "Ona, ona zginęła... Napadł ją jakiś potwór. Nieżyje." To jedno z ostatnich zdań sprawiło, że coś we mnie pękło. Jestem taki głupi!





















Kornelia

Szłam do wielkiego domu z Percym i Ann, było już po śniadaniu. O dziwo nie widziałam dzisiaj jeszcze Mrocznego, co jest dziwne bo normalnie przylatywał i błagał o pączki, a dzisial nic. Weszliśmy do budynku stał tam Chejron z miną skazańca
- Witajcie
- Hejka, Chejronie! - powiedzieliśmy zgranym chórkiem.
- Kornelio... Mroczny prosił, żeby przekazać, że to co wczoraj wieczorem ustaliliście jest już nieważne....
- Dlaczego? I tak w ogule to gdzie on jest?
- Nie mam zielonego pojęcia...
- A co się stało? Bo widziałem jak z prędkością światła gdzieś leciał. - rzekł mój brat
- Widzicie… do Mrocznego przyszedł dziś list od ojca Erzy. Okazało się , że… ona zginęła...
- O, nie.-powiedziała córka Ateny – musi być załamany. Przecież to była jego najleprza przyjaciółka od kiedy pamiętam. Biedak.
Nagle Perseusz wstał
- Co sie dzieje? - zapytałam
- Musimy go znaleźć...
- Nic mu się przecież nie stanie to dzielny peg... - urwałam widząc mine mojego brata
-Ty nie rozumiesz... Co prawdza tylko raz w życiu widziałem jak był załamany...
- I co z tego? Czego nie rozumiem.
- Daj mi dokończyć. Ale mi chodzi o to, że w tym stanie nie ma możliwość walki, czy chociażby nawet obrony. Innymi słowy tak jakby łatwo go będą mogły zabić potwory.
- O nie! – W mojej głowie kotłowały się myśli. Mroczny, rozpacz, strata… i lęk przed tym co się mu może stać - Musimy go zanaleźć.
- Pewnie jest gdzieś w środku lasu... - powiedziała Annabeth
W mojej głowie pojawiła się myśl. Nico. On go znajdzie, przecież potrafi podróżować cieniem, nie? On znajdzie Mrocznego w kilka chwil.
- Nico.- wyszeptałam prawie niesłyszalnie.
- Co? – zapytał opryskiliwie mój braciszek.
- Hmm? Nie, nic. Tylko głośno myślę.
Percy spojrzał na mnie krzywo i odwrócił wzrok.
Jak go przywołać? Co zrobić żeby syn hadesa tu się znalazł? Nigdy nie sądziłam że będę go potrzebowała. W ogóle Kornelia, co ty robisz?! Przecież sama znajdziesz Mrocznego! No pewnie! Tylko… tylko gdzie mam szukać? Och! Dlaczego to takie skomplikowane? Muszę zacząć coś robić. Postanowiłam, że najpierw pójdę do źródełka, może tam o jest. Odwróciłam się żeby odejść i już stałam na trawie kiedy poczułam szarpnięcie za nadgarstek.
- Gdzie ty idziesz?- no oczywiście Percy. – Chcesz się sama szlajać po lesie?
- Nie szlejać tylko szukać Mrocznego, a tak w ogóle to mnie puść bo to boli.
- Ojoj, przepraszam waszą wysokość.
- Percy! Jak ty się zachowujesz?!- Ann spojrzała na niego wzrokiem bazyliszka.
- No co?- zrobił potulną minkę
- Jajo! Nie poznaję ciebie! Idź się może prześpij albo coś. Ja idę z Nelą szukać Mrocznego a ty w tym czasie… zrób coś z sobą. –odwróciła się od osupiałego chłopaka i pociągneła mnie za sobą.
- Przepraszam za niego, czasami mu odwala.
- Nie no… spoko, nic się nie stało. Mój rodzony brat też nie był dżentelmenem. – uśmiechnełam sie na to wspomnienie, ale zaraz potem uświadomiłam sobie jak dawno go nie widziałam… jak dawno nie byłam w domu… a może to tam, to już nie jest
mój dom? Może ja już nie należę do zwykłego świata? Teraz to Obóz jest moim domem. Wszyscy mnie tu znają i (przynajmniej w większości) szanują. No dobra, te rozmyślania muszą poczekać, teraz ważny jest Mroczny, tak teraz muszę go znaleźć i to szybko zanim mu się coś stanie.
Razem z córką Ateny poszłam do domku Posejdona po łuk i kołczan, a później do domku Ann żeby wzięła to co potrzebuje i ruszyłyśmy razem do lasu.
- No dobra. Hmm… wiesz gdzie mógłby być?
- Myślę że możnaby poszykać nad źródełkiem. – Annabeth spojrzała na mnie dziwnie. – Nigdy tam nie byłaś?
- Yyy… nie?
- To żeby się nie zgubić to może idźmy wzdłuż strumienia aż dojezemy do TEGO miejsca.
- Ok.
I nic więcej nie mówąc ruszyłyśmi szybkim marszem w górę leśmej rzeczki. W pewnym momenci mój mózg przeszedł na automat i przestałam zwracać uwagi na otoczenie tylko pogrążyłam sie swoich myślach. Mroczny, śmierć Erzy, źródełko, potwory w lesie. Potwory, walka, bezbronność, Nico. Nie! Nie mogę teraz o nim myśleć. Nie teraz. A może wypytam Ann o niego? Nie, to zły pomysł. Ona na pewno ma swoje problemy, nie powinnam jej dokładać swoich. Starałam się jakoś utrzymać i nie wpuścić myśli o Nico do mojej głowy ale to było bardzo trudne więc w końcu się poddałam i pozwoliłam myślą krążyć. Idąc równym tępem w głową w odłokach nie zauważyłam wielkiego korzenia wyrastającego z ziemi i wywruciłam się boleśnie zdzierając konalo.
- Aaa! Kurrrrrrrrczę!!! – nic. Cisza wokoło.- Ann?... Ann!!... Annabeth! To nie jest śmieszne! – nic. Cisza. Słychać tylko szum wody i liści. Szybko się otrzepałam i wstając nałożyłam strzałę na cienciwę. Coś było nie tak.- Annabeth?- Nadal nic. Co się mogło stać? Och! Oczywiście! Ty głupia dziewczyno! Musiałaś o nim mysleć? Nie mogłaś się powstrzymać? Teraz masz.
Co robić? Wracać? Czekać? Iść dalej? Może Ann idzie z tyłu w czapce niewitce i obstawia tyły bo już jakiś czas temu zorientowała się że coś może nam zagrażać i to jest tylko połapka na potwory dla których samotna heroska w środku lasu to jak posiłek podany na srebnej tacy? Chwila… muszę się zastanowić… Muszę iść dalej, znaleźć Mrocznego. Ale co z nią? Czy da sobie radę? Och w to nie wątpię, jest świetna jeśli chodzi o walkę wręcz, no i ma też ze soba niezawodną inteligencję i spryt. Tak, ona da sobie radę ale co z moim ukochanym pegazem? Muszę iść. Ruszyłam w górę strunienia, tym razem nie pozwalając sobie na bujanie w obłokach. Wyczuliłam zmysły, a w szczegulności słuch który prawie nigdy mnie nie zawodził na grach terenowych i podczas samotnych wędrówerk w las. Strzała na cięciwie była gotowa do strzału w każdej chwili. Po jakiś 15 może 20 minutach dotarłam na miejsce, ale tutaj było pusto. I o robić?! Zaczełam popadać w panikę. Byłam sama wśordku lasu bez pomusłów gdzie może się teraz znajdować mój najlepszy przyjaciel, a do tego dręczona poczuciem winy z powodu Annabeth. No tak, życie w obozie nie jest beztroskie i lekkie, przekonałam sie o tym już dawno ale nigdy nie czułam się tak niespokojnie jak teraz. Myśl logicznie, gdzie byś posz… poleciała gdybyś była Mrocznym a twoje serce właśnie rozpadłoby się na milion kawałeczków? Daleko. Tam gdzie mnie nikt nie najdzie, gdzie będę mogła w spokoju rozpaczać i gdzie nikt nie usłyszy mojego szlochu. No tak ale to może byś wszędzie. Potrzebuję pomocy, i to szybko. No… dobra, może to głupioe ale spróbować nie zaszkodzi, nie?
- Nico!- bogowie ale to głupie!- Nico… słyszysz mnie? Nico…- no to koniec… jesteś skończoną idiotką która stoi sama pośrodku lasu woła jakiegoś kolesia. Jak wrócę do obozu bez Mrocznego ani Ann to Percy dokona publicznej egzekucji… może sytułacja jest beznadziejna ale nie aż tak żeby umierać, jest jeszcze nadzieja.- Nico! Proszę! Pomóż mi!- i wtedy jakby nigdy nic wychodzi z cienia hadesowy syn we własnej osobie! A ja co robię? Rzucam się mu w ramiona. Dobra to było głupie ale byłam tak roztrzęsiona że jakbym za chwile kogoś nie przytuliłam to bym się chyba rozpadła na małe kawałeczki.
- Już… spokojnie… przepraszam że to trwało tak długo ale musiałem się wydostać… musiałem coś szybko załatwić. – objoł mnie i zaczął głaskać czule po plecach bo wiedziął że to mnie uspokaja… po chwili mój stan sie… unormował i póściłam go. Staliśmy na przeciw siebie nie wiedząc co powiedzieć. W jego oczach widziałam troskę pomieszaną z bólem. Zaczełam się zastanawiać co mu może sprawiać tak dotkliwy ból że nie jest w stanie go powstrzymać i jest on tak widoczny… przecież on doskonale potrafił ukrywać wszystkie uczucia. W końcu przerwał tą kłopotliwą ciszę pytaniem:
- Co się stało że mnie wezwałaś?
Opowiedziałam mu w skrócie co się stało. O Mrocznym, Ann i o powodzie mojej wyprawy czyli o liście od ojca Erzy. On wysłuchał potakując głową w odpowiednich momentach i z wielką uwagą. Gdy skończyłam przytulił mine na krótko ale tym razem nie był to czuły uścisk tylko coś w stylu „Rozumiem że jest to la ciebie przykre i bolesne.“ Po chwili mnie puścił i przez jakiś czas wpatryał się w otoczenie myśląc intensywnie. Ja zaczełam mu się uwarznie przyglądać i zauważyłam kilka zmian… jego cera była chorobliwie blada, poloczki zapadły się nieco, a oczy przybrały dziki wyraz. Było w nim coś obcego, to już nie był Nico który mnie bronił wtedy, po raz pierwszy w Los Angeles. Z zamyślenia wyrwały mnie słowa które z początku docierały jakby z bardzo daleka.
-…. Cieniem czy wolisz żebyśmy szli?
- Co…? Przepraszam, zamyśliłam się.
- Musimy przeszutać prawie cały las. Czy pozwolisz że będziemy podróżować cieniem czy wolisz żebyśmy szli? – uśmiechnął się blado, jednak nie był to wyraz szczęścia a raczej coś w stylu troski i dodania otuchy.
- Chyba szybciej będzie cieniem…- nie wiedziałam co powiedzieć, ta sytuacja była trochę… bardzo kłopotliwa.
- No tak, ale jeśli wolisz iść to dotrzymam ci towarzystwa.
- Chcę jak najszybciej znaleźć Mrocznego.
- Dobrze. Wolisz robić mniejsze skoki, czy szybciej dłuższe odległości?- wziełam głęboki oddech mając nadzieję że to mi pomoże, ale oczywiście pomogło tyle co aspiryna na zaburzenia psychiczne.
- Szybciej.
- Okey.- podszedł do mnie i dał do zrozumienia żebym go objeła.- Zamknij oczy.-wyszeptał jeszcze i zaczeła się potworna przejażdżka. Zimno i ciemność. Jedyne co w tej chwili było pewne to on. Jego ramiona trzymały mnie przy życiu. Znów usłyszałam szum drzew i otworzyłam oczy. Byłam w lesie, to jedyne co mogłam stwierdzić bo w ogóle nie poznawałam tego miejsca. Puściłam Nico i obróciłam się. Pięć metrów ode mnie stał opierając się o drzewo Mroczny. Prawdę mówąc nie wyglądał jak on. W tej chwil była to kupka nieszczęścia na czterech nogach i ze skrzydłami. Powoli zaczełam sie do niego zbliżać.
- Mroczny?... hej chłopie?-zdobyłam się na lekki usmiech chociaż chciałam się rzucić żeby przytulić go i płakać razem z nim. Wiedziałm, że nie mogę teraz pokazać że też jestem załamana, musiałam być sila żeby go wesprzeć. – jak tam samopoczucie?
- A…a ja..ak myy…ślisz?- powiedział ledwo łapiąc powietrze i szlochając straszliwie- bee…znadzi…dziej...jnie.
Przytuliłam się do jego szyji i starałam się ze wszystkich sił nie rozpłakać.


niedziela, 8 grudnia 2013

WoW i przepraszam

Hej! Dzięki wam za ponad 500 wejść i chce was jeszcze przeprosić, że na razie nie dodałam rozdziału, otóż dostałam szlaban więc rozdział pojawi się jak moja kara się skończy. I Mroczny każe przekazać, że zbiera datki na pączki xDD To by było na tyle jeszcze ras dzięki i przepraszam.

piątek, 15 listopada 2013

Rozdział 2

Oto nowy rozdział wiem trochę długo ale mam mało czasu proszę o komentarze, bo nie wiemczy ma sens pisanie. Skoro nikt tego nie czuta... Dobra nie przedłużam tadam!!!! ☺
_____________________________________________

Kornelia
 Nico przyszedł do mnie w nocy, obudził pocałunkiem i zaczął nalegać abym z nim gdzieś poszła, bo chce mi coś pokazać.
- No, choć Nela! Nie daj się prosić!
- Zostaw mnie! Ja chcę spać! 
- A ja chcę ci coś pokazać.
- A ja nie chcę tego widzieć.
- Ok.- Powiedział Nico. Przysunął sobie krzesło obok mojego łóżka, usiadł oparłszy łokcie na kolanach i wspierając głowę na dłoniach, zaczął się we mnie wpatrywać niemal nie mrugając powiekami. Gdy on tak siedział naszły mnie myśli, że naprawdę ma mi coś ważnego do pokazania. Jednak te przemyślenia przerwało coś, co mnie trochę zirytowało… mianowicie.
- A jak ty tutaj właściwe wszedłeś? Przecież zamykałam drzwi.
-Ty nie, to ja też nie.
- Nawet jak ciebie poproszę?- Powiedziałam już całkiem rozbudzona.
- Nawet wtedy.
- Na pewno?
- Tak.- Odpowiedział krótko.
- A co mogę zrobić żebyś mi powiedział?- I już znałam odpowiedź.
- Pójść ze mną.
- No… dobra.- Wstałam ociągając się przy tym jak tylko mogłam, założyłam coś na siebie i razem z Nico wyszliśmy z Wielkiego Domu na przyjemne ciepło czerwcowej nocy.- No dobra, a gdzie ty mnie właściwie prowadzisz?
- Zobaczysz, nie zawsze musisz wszystko wiedzieć.-Uśmiechnął się i objął mnie ramieniem, ja wtuliłam się w niego i tak przeszliśmy cały obóz przez nikogo niezauważeni aż na plażę. Tam Nico usiadł na piasku, a ja nie wiedząc, na co czeka postanowiłam pójść w jego ślady. Zapatrzyliśmy się w ocean.
- Nie sądziłem, że tek szybko uda mi się ciebie wyciągnąć z łóżka.
- I co w związku z tym?
- Będziemy musieli trochę poczekać.
- A na co?
Nie odpowiedział, uśmiechnął się tylko jakby sam do siebie. Po jakiś piętnastu minutach zaczęło się robić widno, a tuż przed wschodem słońca Nico wstał i podał mi rękę. Gdy stanęłam obok niego przytulił mnie mocno i szepnął mi do ucha:
- Nic się nie bój, jestem przy tobie.
Zanim zdążyłam się niego o cokolwiek zapytać opanowała mnie totalna ciemność. Nie wiedział gdzie jest dół, a gdzie góra, czułam tylko silne ramiona trzymające mnie w uścisku. Zamknęłam oczy i wszystko ustało tak samo szybko i niespodziewanie jak się zaczęło.
- Już.- Usłyszałam przy uchu szept.
- Mogę otworzyć oczy?
- Możesz, chyba, że nie chcesz.
Gdy ponownie otworzyłam powieki zobaczyłam, że stoimy na podjeździe przed moim domem. Zdziwiło mnie to trochę, ponieważ jeszcze przed sekundą byłam nad zachodnim wybrzeżem stanów, a teraz stoję jakby nigdy nic w Los Angeles.
- Pomyślałem, że zechcesz wziąć parę rzeczy z domu.- Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Mimo ciemności, jakie panowały tutaj w porównani z plażą w obozie, doskonale widziałam zarys wielkiej białej willi na tle nieba w kolorze atramentu. Mój dom, który był dla mnie złotą klatką, a z której to wybawił mnie mój rycerz - jak się wczoraj dowiedziałam - na czarnym pegazie. 
- No śmiało.- Powiedział Nico uśmiechając się i pociągnął mnie w stronę drzwi.
- Ale… ale ja nie mam klucza?
- I co w związku z tym?
- Nie wejdę do domu. 
- Poczekaj.-I zniknął, a raczej pojawił się po drugiej stronie drzwi, które właśnie się przede mną otworzyły.
- Jak…?
- Co „jak”?
- Jak ty…? Ty przecież byłeś, a potem byłeś zaraz tam i ciebie nie było…
- Że co?- Powiedział, a jego usta rozciągały się w coraz szerszym uśmiechu.
   „Boże, jak ja go kocham!” Pomyślałam. Wiem, że znam go dopiero od wczoraj, ale to musi być ten jedyny.
- No, choć.- Tymi słowami zaciągnął mnie na Ziemię. Weszłam do domu. Na wprost znajdował się ogromny salon, urządzony na biało, beżowo. Po obu stronach przestronnego holu spływały schody na pierwsze piętro. Poprowadziłam Nico na górę. U szczytu schodów skręciłam w lewo. Szliśmy teraz razem długim i szerokim korytarzem oświetlanym tylko przez lampki ledowe, które były ukryte tuż pod sufitem. Potem skręcił on w prawo gdzie na samum końcu znajdował się mój pokój. Na jego środku stało ogromnych rozmiarów łóżko, z mnóstwem poduszek. Na wprost od niego znajdował się taras, którego rozciągał się piękny widok na Los Angeles i morze. Obok wyjścia na taras stało moje biurko, jak zwykle zawalone książkami, zeszytami i różnymi takimi. Po mojej prawej stronie była łazienka, a po lewej garderoba. Tam właśnie się udałam, a Nico usiadł na łóżku i odpłynął gdzieś myślami. Ja zajęłam się pakowaniem. Najpierw wyciągnęłam z dna szuflady mój ulubiony, chociaż stary plecak. Znalazły się w nim dwie ciepłe bluzy, trzy pary spodni, kilka T-shirtów, dwie pary trampek, adidasy i mój ulubiony dres do biegania. Wróciłam do pokoju. Z biurka wzięłam iPod ’a, książkę, która wcześniej zaczęłam czytać, laptopa i zdjęcie mamy. Upchnęła wszystko. Zapięłam plecak i usiadłam obok Nica. Ten spojrzał na mnie radosnymi oczami i pocałował.
- To, co? Masz już wszystko?
- Jeszcze szczotka do włosów, szczoteczka i takie tam.- Poszłam do obszernej, jak wszystko w tym domu, łazienki. Podeszłam do umywalki i spojrzałam w lustro. Nie wyglądałam jak dawna ja, teraz, z rozpuszczonymi i potarganymi włosami, w byle jak założonych ciuchach i uśmiechnięta, wprost kipiąca radością. No tak, w końcu jestem wolna. Zabrałam szybko wszystko, co było mi potrzebne, włożyłam do bocznej kieszeni i kiedy już miałam wychodzić obok mnie stanął on. Nigdy jeszcze mi się nie podobał tak jak teraz. Obią mnie od tyłu jedną ręką, drugą odgarnął mi włosy z lewego barku i pocałował mnie w szyję. Tyle, że to nie był już taki nieśmiały pocałunek jak przedtem. Ten był odważny, a nawet łapczywy, gorący, namiętny. Czułam ciepło jego warg na swojej skórze. Odwróciłam się do niego i wtuliłam w jego umięśniony tors. Czułam bicie jego serca, które teraz biło tylko dla mnie. Wiedział, że jestem bezpieczna, bo on jest przy mnie.
   Staliśmy tak wtuleni w siebie jakiś czas. W końcu, gdy nasyciliśmy już palące pragnienie bliskości siebie Nico odezwał się nie wypuszczając mnie jednak z objęć.
- Wracamy do obozu?
- Dobrze.
- Zamknij oczy. – Posłusznie zrobiłam to, co mi kazał. On pocałował mnie w głowę, a gdy otworzyłam oczy by na niego spojrzeć byliśmy już z powrotem na parzy. Jedyne, co się zmieniło to to, że teraz słońce wzniosło się już ponad horyzont. 
- No to teraz powiesz i jak wszedłeś w nocy do mojego pokoju. 
- Tak samo jak przed chwilą znaleźliśmy się w Los Angeles, a teraz tutaj.
- Czyli jak?
- Czy ty wszystko musisz wiedzieć?
- Powiedziałeś, że jeśli ja z tobą pójdę to ty mi powiesz jak to zrobiłeś. Więc teraz musisz mi to wyjaśnić.
- Nie.
- Tak. Ja tobie zaufałam i poszłam z tobą mimo tego, że prawie w ogóle ciebie nie znam i nie chciałeś mi powiedzieć, a ty?
- Nie przysięgałem na Styks, że spełnię dane tobie słowo, czyż nie? 
- Aha.- Odsunęłam się od niego, zrzuciłam plecak na piasek i zaczęłam płakać. Nico z początku nie wiedział, co robić, po chwili jednak podszedł do mnie powoli i przytulił.
- Hej… Nie płacz… No proszę cię, nie płacz… Nie mogę ci tego powiedzieć.
- Nie możesz czy nie chcesz?!- Na jego twarzy widać było wewnętrzną walkę, w końcu powiedział.
- Nie mogę, ale to dla twojego dobra.
- Obiecałeś!!!- Wyrwałam mu się i zaczęłam uciekać wzdłuż oceanu płacząc i krzycząc żeby mnie zostawił, żeby sobie poszedł, że nie chcę go znać skoro on mi nie ufa. On biegł jednak za mną. Na początku wyprzedzał mnie i próbował zatrzymać, ale wtedy ja mu się wyrywałam i uciekałam dalej. Biegł, więc, po prostu za mną zachowując bezpieczny dystans. Po kilku kilometrach biegu nieustannie płacząc zaczęłam zwalniać, później iść, w końcu padłam z wycieczenia. Wtedy on wziął mnie na ręce i zaniósł do Wielkiego Domu. Położył mnie na łóżku i usiadł obok mnie czuwając. Około godziny dziesiątej obudziły mnie jakieś głosy w korytarzu. Nie bardzo chciało mi się jeszcze wstawać, więc nawet nie otworzyłam oczu. Wsłuchałam się tylko w rozmowę prowadzoną pod moimi drzwiami:
-..... Nie mogę jej przecież tego powiedzieć ledwo uniknąłem kary, kiedy Percy z Mrocznym się o tym dowiedzieli- mówił lekko zdenerwowanym głosem Nico.
- Rozumiem – powiedział Chejron- Z tego, co mówisz wnioskuję, iż Kornelia chce opuścić obóz, a wiesz dobrze, że to mogłoby być dla niej niebezpieczne- No nie, o czym oni w ogóle dyskutują? To chyba nie jest więzienie tylko obóz i nie mam przymusu tutaj zostawać! Wstałam szybko, dopadłam drzwi i otworzyłam je.
- Przepraszam bardzo, ale to chyba ja sama zadecyduje, czy chce opuścić to wariatkowo!
- Masz prawo być zdenerwowana....
- I JESTEM!!!
-..... Ale chciałbym z tobą porozmawiać po śniadaniu o tym wszystkim. Jeśli po naszej rozmowie nadal będziesz chciała nas opuścić nie będę cię zatrzymywał. Zgoda?
- Niech pan przyrzeknie na Styks.
- Ja Chejron przyrzekam na Styks tobie, córko Posejdona, że nie będę cię zatrzymywał, jeśli będziesz chciała opuścić Obóz Herosów.
- Dobrze- zdziwił mnie jego uroczysty ton jednak starałam się tego po sobie nie poznać- W takim razie spotkamy się tutaj po śniadaniu?
- Naturalnie- odpowiedział centaur. Ja wróciłam już trochę spokojniejsza do pokoju, ubrałam się i poszłam do pawilonu jadalnego, gdzie byli już wszyscy pozostali obozowicze. Stolik Posejdona był pusty. Nic dziwnego, bo Percy należy już do kadry i siada przy głównym stole. Po śniadaniu spakowałam się i poszłam na rozmowę z Chejronem: 
- Kornelio zrozum, on nie może ci tego powiedzieć.
- A czemu? Dlaczego nie może?!
- Kiedy ostatnim razem to komuś powiedział, ledwo wybroniliśmy go przed karą od jego ojca.
- To, po co mówił, że mi powie?!
- A tego to ja już nie wiem dziecko.
- Okej. Żegnaj Chejronie, może się jeszcze kiedyś spotkamy...
- Nie będę cię zatrzymywał, bo obiecałem, ale pamiętaj, że Nico naprawdę na tobie zależy.-Jakby mu zależało to by mi powiedział i z takimi oto myślami, poszłam w stronę wyjścia z obozu. Po drodze natknęłam się na syna Hadesa:
- Nela, proszę nie zostaw....
- NIE!!! Idę stąd, nie zatrzymasz mnie!!!- Byłam na niego wściekła. Więc po prostu go minęłam i wyszłam z obozu. Zamówiłam taksówkę i po paru godzinach ciągłego gapienia się w okno, byłam w domu. Kiedy weszłam do domu była pora kolacji zjadłam jakąś kanapkę i poszłam do pokoju zostawiłam rzeczy i poszłam wziąć prysznic, nie wiem ile tam siedziałam, ale pierwsze, co zrobiłam, gdy wyszłam to włożyłam piżamę, rzuciłam się na łóżko i zasnęłam. W środku nocy obudziły nie odgłosy brzmiące jak mlaskanie. Bojąc się, że to jakiś potwór, zeszłam cicho do kuchni. To, co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Mroczny jadł pączki, które leżały w kuchni:
- MROCZNY?!
- Fo?
- Co ty tu robisz?!
-Malem fem wilnowac, ale te pogcki były takie pussne...
- Co?
- Eh... Miałem cię pilnować, ale te pączki były takie pyszne.... Nie mogłem się powstrzymać....
- Kto ci kazał mnie pilnować?
- Nico... On...On się o ciebie martwi....
- Jakby się martwił to by mi powiedział jak..- Urwałam, bo zauważyłam, że Mroczny coś wie, ale nie chce mi powiedzieć- czekaj! Ty coś ukrywasz! Widzę to … ty wiesz jak on robi ta sztuczkę z szybkim przemieszczaniem się. Powiedz!
-Nie mogę obiecałem mu, że nikomu nie powiem.....
- Mroczny proszę on też mi cos obiecał i nie dotrzymał słowa...
- No dobra on podróżuje cieniem. Ale nie mów mu, że ci powiedziałem. Proszę.
- Dobrze.-Powiedziałam, chociaż nic mi to nie wytłumaczyło. Przytuliłam się do pegaza, a on oparł mi szyje na ramieniu. To jest dziwne znam Mrocznego od przedwczoraj, a czuje, że tylko on mnie nie okłamuje, że jest ze mną szczery, że wie jak ja się czuje i zawsze swoim wariactwem próbuje mi poprawić humor. On jest jak prawdziwy przyjaciel, jest podobny do mojej przyjaciółki, która teraz mieszka bardzo daleko zachowuje się podobnie do niej, mimo, że nie jest ani herosem, ani śmiertelnikiem tylko pegazem....


                                                                                                         Mroczny


    Jak ja się lubię przytulać ale powiem wam najpierw jak się stało że tu jestem

[retrospekcja]
 Idę sobie spokojnie do Wielkiego Domu, a tu nagle  znikąd koło mnie pojawia się Nico 
- Co jest?
– Mroczny możesz coś dla mnie zrobić??? – O nie już się boje
- Co? Ja? Ja tu tylko sprzątam!
- Nie sprzątasz, bo nie masz jak, chyba, że ogonem, w co wątpię, bo jest idealnie czysty!!!!
- Dobra masz mnie, o co chodzi???
- A to, że mój ojciec chce z tobą poważnie porozmawiać nie, nie wiem, o czym i jeszcze pilnuj proszę Neli – jakieś eeeeee... Pół godziny później leciałem do Los Angeles tyle, że tym razem było jasno. Widoki bardzo ciekawe o i nawet jest już cukiernia, a może była tylko nie widziałem? Sam nie wiem ważne, że jest już czuje smak tych pączków mniam.... Ups... Rozmarzyłem się i prawie wleciałem w słup wysokiego napięcia albo wierze telefoniczną nie wiem już przeleciałem obok. Wylądowałem przy wejściu do podziemia dobra muszę coś zaśpiewać... No nie paczczajcie tak na mnie umiem śpiewać, co by tu... WIEM!!! Zaśpiewałem piosenkę Evanescence - Bring Me To Life, a tak właściwie tylko refren, bo reszty nie pamiętam.... Ważne, że wystarczyło i przynajmniej nie fałszowałem jak Percy pod prysznicem. Wszedłem do tunelu i po chwili leciałem już do zamku Hadesa. Nie był taki straszny jak go sobie wyobrażałem, a w środku to już w ogóle nie przypominał strasznego pałacu z mojej głowy. Wisiały tam obrazy i ściany były pomalowane w ciepłych barwach, w sumie to w jednej… czarnej. Całkiem ładnie Persefona ma tu dobry wpływ tyle, że teraz no są wakacje i jej tu nie ma..... O FUCK!!!! Nie ma Persefony, kto mnie przed Hadesem ochroni jak się wkurzy??? Zeusie ratuj swojego ulubionego, nie chwaląc się, pegaza!!! Doczłapałem się do sali tronowej i zobaczyłem pana podziemi, Demeter i Persefonę. Dzięki bogom, że Hades nie jest tu sam. Wpełzłem tam nie pewnie i zobaczyłem, że jest tam jakiś chłopak.
-Witaj Mroczny. - Rzekła Persefona
- Witam Panie, Pana... - Skłoniłem się lekko
- Mroczny.... To jest Marck...-Powiedział pan Hades
-Wielki Mistrz Strażników Ziemi, albo Podziemi jedno i to samo.... - Stwierdziłem, a wszystkim jak na zawołanie szczena opadła – um... czemu wszyscy tak na mnie paczają?
- Skąd ty to wiesz – tym razem odezwał się ów młodzieniec
- J-ja to po prostu... Czuje? - Nic nie poradzę, co się ze mną dzieje głowa mnie boli
- Mroczny, co jeszcze czujesz? - Zapytała Demeter przymknąłem oczy i poczułem jak nawał myśli wszystkich tu zebranych przelatuje przez moją głowę sprawiając mi lekki ból
- że... Że Hades ma ochotę na krwisty stek z polędwicy wołowej z sosem mięsnym i ziemniakami w boczku
- Skąd... Ty … to! - Pan podziemi nie wiedział, co powiedzieć 
- Dobrze..... Mroczny posłuchaj uważnie Strażnicy mają swój domek w obozie w głębi lasu niedaleko twojego ukochanego źródełka, nie mów o tym nikomu i proszę nie dopuść by ktokolwiek się puki, co o tym dowiedział... Dobrze? - Rzekła Persefona
- yy... Tak
- Możesz już odejść – po tych słowach skłoniłem się i odleciałem wyleciałem z Hadesu i poleciałem do willi Korneli.
[koniec retrospekcji]

Kiedy się tak przytulaliśmy wyniuchałem potwora... CHYDRE!!!!!!!! Ona tu idzie jest w ogrodzie i nagle tuż za mną przeleciał ognisty oddech hydry. Kornelia stała zszokowana wiedziałem, że nie wzięła broni z obozu! Stałem przed nią tak jak wtedy, ten sam potwór i prawie ta sama sytuacja i znowu oczywiście świt nawet ta sama godzina, czemu Tyche, czemu ja? Przysięgałem sobie kiedyś, że nie dopuszczę by taka sytuacja jak 9 lat temu się powtórzyła, ale najwyraźniej nie będzie mi to dane.

[retrospekcja]
To było rok zanim Percy przybył do obozu (wtedy jeszcze Luck mnie nie porwał ) Erza walczyła z hydrą, a ja razem z nią miałem wtedy jakiś 1 rok, czyli licząc na końskie 3. Starałem się jak mogłem, ale nic nie mogliśmy zrobić, miecz Er spadł do kanionu nie odwracalnie, hydra kłapnęła zębami prawie odgryzając jej rękę. Patrzyła na nas tymi swoimi czarnymi jak węgiel oczami, staliśmy już na krawędzi, nie było ratunku. Potwór za zioną ogniem, a dziewczyna chcąc mnie chronić zasłoniła mnie swoim ciałem, wtedy na głowę potwora spadło drzewo miażdżąc go nie wiedziałem, co się stało, aż nie zobaczyłem. Erzy leżącej przy moich nogach poważnie poparzonej ośmiolatka uratowała mnie, a to ja powinienem ją, znałem ją od moich narodzin, kochałem, była dla mnie jak siostra, kiedy skapnąłem się, co się stało, wrzuciłem ją na mój grzbiet i poleciałem do obozu. Opowiedziałem Chejronowi, co się stało, dzieciaki Apolla zaczęły ją leczyć i wyleczyły wyglądała jak nowa, ale pod koniec wakacji oznajmiła mi, że jej śmiertelny ojciec zabiera ją do Europy do Polski. Czyli tam gdzie ja nie mogę się dostać. Odebrał mi ją tak po prostu, bo dowiedział się o tym, że jedna misja poszła nie tak, a od kogo? Od Drew, nie nawiedziły się te dwie, a potem, potem zostało mi tylko tęsknić za jedyną córką Artemis
[koniec retrospekcji]

-NIE! TO SIĘ NIE POWTÓRZY!!!! - Krzyknąłem do potwora teraz już nie jestem źrebakiem nie boje się, pomszczę Erze choćbym miał zginąć! Zaatakowałem potwora, kopałem go, atakowałem z powietrza dobrze mi szło, ale potwór odepchną mnie na bok, uderzyłem o kamień stojący przy rzece w ogrodzie Neli łamiąc skrzydło. Słyszę już tylko jak ona krzyczy coś, przed oczami mam czarne plamy. Czuje, że ktoś tu jeszcze jest Nico tak to on, uratował córę Posejdona. Przeprasza ją, błaga przebaczenie, ale ona go nie słucha tylko biegnie do mnie.
- Mroczny!!! - Krzyknęła przerażona 
- Słucham?
- Jesteś cały? - Zapytał syn Hadesa
- A wyglądam jakbym był cały?- Opowiedziałem pytaniem na pytanie. Słyszałem ich myśli martwili się o mnie, bali się, że zginie. Kornelia uklęknęła przy mnie nie ważne, że w wodzie nie ważne, że moje skrzydło krwawiło, ona mnie przytuliła i wtedy stało się coś niesamowitego, poczułem jak woda płynie po mnie aż do mojej rany lecząc ją. Ona, to morsko oka dziewczyna to zrobiła, wyleczyła mnie.
- Jak ja to?
- Jesteś córką Posejdona, możesz tak robić... Wróć do obozu! - Powiedziałem
- Mroczny? Dlaczego ty się na nią rzuciłeś??? - Zapytał Nico
- Bo tak... 
- Bo tak. To nie jest odpowiedź – powiedziała Nela
- … J-ja nie chce o tym mówić....... To wracasz do obozu? - Próbowałem to powiedzieć spokojnie, ale nie mogłem ukryć tego, że w moim głosie jest strach, o nią, błaganie i rozpacz po przykrym wspomnieniu sprzed dziewięciu lat nie umiałem tego ukryć, byłem gotowy się rozpłakać, zabić się byle by wróciła, na szczęście nie musiałem robić żadnej z tych rzeczy.
- Dobrze Mroczny... Wrócę do obozu- powiedziała nie pewnie. Wstałem. Wsiadła na mój grzbiet... Syn Hadesa rozpłyną się w powietrzu, a ja z Kornelią na grzbiecie poleciałem do obozu Herosów. Na miejscu Nela musiała porozmawiać z Chejronem nie wiem, o czym poleciałem nad źródełko. Pamiętam czasy, kiedy przesiadywałem tu z Erzą jeszcze, jako źrebię to ona znalazła to miejsce, to tu nauczyła się rozumieć moją mowę. Na samo wspomnienie czerwonowłosej chciało mi się płakać. Miałem ochotę polecieć do Polski mieć wszystko gdzieś, ale nie mogłem ona by nie chciałem żebym zostawiał przyjaciół samych. Obiecywała mi, że kiedyś wróci i już nigdy mnie nie zostawi. Mam nadzieje, że spełni obietnice mi daną. Tak strasznie za nią tęsknie. Z moich oczu samowolnie popłynęły dwie samotne łzy. Nela, ona... Ona tak strasznie przypomina mi Erze i to nie z wygładu, ani z charakteru tak po prostu, one obie są tak niesamowite... W tym momencie usłyszałem, że ktoś się do mnie zbliża odwróciłem się i zobaczyłem Marck‘a. Co on tu robi?! A no fakt strażnicy mają chatę w tym lesie!
- Hej Mroczny!-krzykną czarnowłosy
- Hej Marck.
- Co tam?
- Wszystko gra.
- No właśnie widzę, jesteś załamany
- Skąd ty to...
- Widać po oczach! No ja muszę iść cześć do zobaczenia – powiedział strażnik i odszedł
- papa – naprawdę aż tak widać, że cierpię? Nie nie mogę się rozklejać. Dla Erzy! Dla Neli! Dla Obozu! Musze być twardy, muszę znów myśleć do przodu, ale... ale nie dam rady ten obraz płaczącej Er, mówiącej przez łzy, że wróci on nigdy nie opuści mojej głowy. Choćbym nie wiem jak się starał... Z takimi myślami tuptusiuje pod płacząca wierzbę, przy źródełku i mimo, że jest dzień zasypiam.

wtorek, 12 listopada 2013

Przeeeeeeeeeepraaaaaaaaaaszaaaaaaaam

Tak wiem jestem straszna nic nie dodawałam ale niestety tak to jest w II gim. i do tego jeszcze brak weny no cóż rozdział się pisze myślę, że pojawi się w sobotę. Wybaczcie mi tak strasznie was przepraszam!!!!! :(